niedziela, 1 lipca 2012

Wenecja - gigantyczne lustro czyli mój niebieski dzień

Wpis dedykowany nobliście, poecie, eseiście Josifowi Brodskiemu, urodzonemu w 1940 roku w Leningradzie. Zupełnie się nie dziwię, że zakochał się w Wenecji. To temu miastu poświecił esej  "Znak wodny", to w tym mieście został pochowany w 1996 roku. Niebieski kolor towarzyszy tam na każdym kroku, zwłaszcza, gdy na włoskim, pięknym niebie nie ma żadnej chmury. Mnie brakuje słów, żeby opisać piękno Wenecji... Brodski zrobił to niesamowicie...
Strony, o tym jednym moim dniu w magicznym mieście, wędrują na wyzwanie na Diabelskim Młynie - tym razem gościnnie Czekoczyna zaproponowała temat  na stronę art-journala: "Jaki był Twój dzień".








Mediami profesjonalnymi jeszcze nie dysponuję, natomiast wykorzystuję to co już mam - czyli farby akrylówki (tutaj biała, srebrna, czerwona, kilka odcieni niebieskiego), które rozwadniam i mieszam z perfect pearls, rozmazuję perełki w płynie, brudzę tuszami, które zazwyczaj służą mi do postarzania papieru. Jest też farba poremontowa - czyli pasta strukturalna drobnoziarnista. Tym razem na strony art journala zawitały też ulepione z modeliny maski, z motywem których nie mogę się rozstać jeszcze od czasów licealnych. W Wenecji na każdym rogu można się natknąć na kramiki z wszelkimi możliwymi motywami, kolorami... Szkoda, że większość z nich to wyrób z Chin i trzeba się narozglądać, żeby znaleźć coś oryginalnie weneckiego.
Wszystkim początkującym w art-journalingu polecam ten KURS na mixed-mediowe tło przygotowany przez Czekoczynę.

Kilka fragmentów z Brodskiego:
"O zachodzie słońca wszystkie miasta wyglądają prześlicznie, ale niektóre bardziej niż inne. Płaskorzeźby nabierają prężności, kolumny okrągleją, kapitelom zakręcają się pukle, gzymsy stają się bardziej zdecydowane, wieżyczki dobitniejsze, nisze głębsze, apostołowie obrastają w fałdy szat, anioły - w górnolotność. W uliczkach zapada ciemność, lecz trwa jeszcze światło dzienne dla Fondamente i dla tego gigantycznego płynnego lustra, gdzie motorówki, vaporetti, gondole, pontony i barki "niby rozrzucone stare półbuty" z zapałem tratują barokowe i gotyckie fasady, nie oszczędzając też odbić nas samych albo przepływających obłoków."
"Powolne posuwanie się stateczku poprzez noc przypominało przebijanie się spójnej logicznie myśli przez podświadomość. Po obu stronach zanurzone po kolana w smolistej wodzie, stały olbrzymie rzeźbione kufry mrocznych palazzi, wypełnione niezgłębionymi pokładami skarbów - najpewniej złotem, sadząc z żółtej poświaty elektrycznej o niskim natężeniu, jaka raz po raz przedostawała się na zewnątrz przez szczeliny okiennic. Ogólne wrażenie było mitologiczne, ściślej: cyklopiczne, znajdowalem się już po drugiej stronie drzwi do tej nieskończoności, w którą wpatrywałem się był na schodach stazione, i obecnie zdążałem przed siebie wraz z mieszkańcami owej krainy, wraz z rojem uśpionych cyklopów wylegujących się na czarnej wodzie, z których od czasu do czasu ten to ten, to ów podźwignął i opuścił powiekę."

Josif Brodski, Znak wodny, przełożył Stanisław Barańczak, Wydawnictwo Znak, Kraków 1993

2 komentarze:

Anna Ashley pisze...

Świetnie! To jest jak teksturowanej tle i idei drzwi!Najbardziej ulubionym zadaniem wszystkich w tej pracy :)

Boei pisze...

Ale piękne!!!